poniedziałek, 6 maja 2013

Rozdział 2.

Następnego dnia Natsu podniósł się z łóżka zanim pojawiła się groźba ponownego oberwania zimną wodą. Albo wiadrem. Czy tam czymkolwiek, co byłoby pod ręką matki.
 Ubrał się szybko i zszedł na śniadanie, niezmiernie poirytowany tym, iż na dobre zaczęła się szkoła. Którą zresztą zdążył znienawidzić…
- Cześć, synku - mama uśmiechnęła się do niego "słodko".
Wiedział, że ta mina nie oznacza niczego dobrego.
- Cześć. Wiesz, w sumie to ja muszę już spadać... Pa!
Wypadł z kuchni szybciej, niż byście zdążyli powiedzieć "kurwa', nie zatrzymując się ani na chwilę, dopóki nie oddalił się na bezpieczną odległość.
- Shit, nie zdążyłem nic zjeść - mruknął, wzdychając ciężko.
Znając życie matka chciała go prosić o zrobienie zakupów. Albo - co gorsza - o posprzątanie łazienki. Jak to dobrze, że tak szybko opuścił dom. Przeczesał włosy palcami, wchodząc przez szkolną bramę, automatycznie przypomniał sobie poprzedni dzień.
~Taak, spojrzał się na mnie, jakby chciał zajebać mi pierwszą rzeczą, którą miał pod ręką.
W tym przypadku była to ławka. Perspektywa dostania ławką nie była zbyt podniecająca.
Stanął pod klasą, przy której znajdowało się już kilka osób. Niestety - nikt znajomy. Tamci pewnie smacznie spali… albo coś jedli.
- Dlaczego przyszedłem tu tak wcześnie? - Pokręcił głową, załamany swoją głupotą.

_
Poranek, jak poranek. Wstał, klnąc, na czym to świat stoi czy tam leży, nie pozwalając przyzwoitemu człowiekowi przyzwoicie się wyspać. Zniechęcony perspektywą zbliżających się lekcji ubrał na siebie ciuchy i przerzucając plecak przez ramię zszedł na śniadanie. Standardowo oparł się o stół, podkradając jednego tosta z dżemem i spojrzał na stojącą do niego tyłem matkę. Odrzuciła swoje długie blond włosy do tyłu i rzuciła mu rozbawione spojrzenie.
- Nie skradaj się tak. Mógłbyś od czasu do czasu powiedzieć mi dzień dobry.
No świetnie, zaczyna się kazanie na temat kultury osobistej. Przełknął szybko tosta, żeby w razie czegoś się nie zakrztusić, gdy kobieta przeprowadzi na niego zamach. Koniecznie ścierką.
- Dzień dobry, mamo i do widzenia.
Mruknął, zaraz potem wychodząc z domu nieco żwawszym krokiem niż poprzedniego dnia. Cholera, znowu te pustki na ulicy. Ciekawe, o której godzinie lekcje zaczynają się Rouge i Rufusowi, przynajmniej mógłby z nimi pokonywać tą męczącą drogę do szkoły.
W końcu stanął przed drzwiami klasy, w której miał mieć teraz lekcje i otworzył je, jak zwykle pewnym krokiem wchodząc do środka. Obecnie jedyną żywą duszą był różowy. Zmierzył go obojętnym wzrokiem i standardowo zajął miejsce w ostatniej ławce, od razu zaczynając huśtać się na krześle.

_
Prychnął cicho, kiedy zobaczył, jakim spojrzeniem zmierzył go blondyn, wbijając się do sali. Postanowił zawzięcie ignorować jego obecność, dlatego wyciągnął telefon i zaczął przeglądać zdjęcia z ostatniej wakacyjnej imprezy. Chuj z tym, że połowy nie pamiętał - i tak było zajebiście (pomijając fakt, że chyba całował się z Gray'em, nie był pewny, czy to czasami nie urojenia). Wzdrygnął się na samą myśl o tym, a jego twarz wykrzywił grymas odrazy.
Westchnął, chowając komórkę z powrotem do kieszeni spodni i dla odmiany oparł się o ścianę, patrząc w okno - chociaż jego wzrok chciał umknąć w zupełnie inną stronę.
Modlił się, aby do klasy wparowała Erza lub ktokolwiek inny. Mógł to być nawet jakiś niedojeb, którego nie znał.
Kręcił się niespokojnie na krześle, wyczuwając wyraźną niechęć blondaska - czy może to po prostu napięcie..?
~ Ta, chyba poporodowe. Nie wytrzymam tu, niechże ktoś wejdzie!

_

Cały czas wystukiwał palcami rytm o ławkę, mocno zirytowany lekceważącym zachowaniem Różowego. Oczywiście nie umknęło jego uwadze, że koniec końców i tak zmuszał się do nie patrzenia w stronę blondyna, co oczywiście niezmiernie go cieszyło. W końcu, gdy atmosfera stała się na tyle gęsta, iż można było ją kroić piłą mechaniczną, nie wytrzymał i odchylił głowę w tył, patrząc na chłopaka i przy okazji nieświadomie odkrywając swoją bliznę na brwi, którą często ukrywał pod przydługą grzywką.
- Kręcisz się, jakbyś miał hemoroidy. Wiesz, istnieją już na to leki.
Mruknął w końcu, nawet nie siląc się na miły ton głosu. Jego usta wykrzywił złośliwy uśmiech. Teraz, gdy się odezwał, był o wiele spokojniejszy i cierpliwie czekał na dalszy rozwój wydarzeń.

_

Kiedy usłyszał głos chłopaka, ledwo opanował narastającą irytację. Popatrzył na niego z politowaniem.
- Ja przynajmniej nie tnę się na twarzy. - Postukał się palcem w czoło, pokazując miejsce, w którym chłopak miał bliznę.
Oparł się o ławkę, przyglądając się mu, z jako takim rozbawieniem. Nie chciał po sobie pokazać, że jest lekko podenerwowany. I jak na razie mu się to udawało.

_

Uniósł brew do góry i od razu się wyprostował, zasłaniając grzywką zranioną brew. Jego twarz znowu wykrzywił bliżej nieokreślony wyraz, gdy usłyszał o swojej bliźnie. Żeby nie pokazać po sobie jak bardzo go to określenie zdenerwowało, wstał i zaczął się lekceważąco przechadzać po klasie. Nie mógł pozwolić, żeby różowy poznał jego dość kłopotliwą przeszłość.
- Oh? Gdyby coś takiego tobie się stało, już dawno leżałbyś i beczał.
Po jego ustach znowu przebiegł złośliwy uśmieszek. Zacisnął dłoń w pięść, czując rosnącą nienawiść do chłopaka. Zaraz potem, gdy seryjnie rozważał możliwość przywalenia mu, drzwi gwałtownie się otworzyły, a stanęli w nich nie kto inny jak Rouge i Rufus. Blondyn na ich widok od razu się wyszczerzył.
- Siemsooon, stary, gdzie są te browary?

_

- Nie jestem tobą, więc szczerze w to wątpię - zdążył odpowiedzieć, zanim weszli ci dwaj kolesie, których nie znał. Wydawało mu się, że jeden z nich, wyglądający jak emo, mignął mu wczoraj na korytarzu, ale pewności nie miał.
Rozsiadł się wygodniej na krześle, przybierając znudzoną minę. Kilka minut później (ku wielkiej uldze Natsu) do klasy wtoczyli się Gray, Erza i Lucy, od razu siadając koło niego.
- Siema - mruknął.
Odgarnął Lucy kosmyk włosów z czoła i uśmiechnął się szerzej.
- Jak zawsze piękna – powiedział.
- Ekhem - odchrząknęła Erza, robiąc dość naburmuszoną minę.
- Ty też, spokojnie. - Zaśmiał się.
Popatrzył jeszcze raz kątem oka na blondyna, który rozmawiał w najlepsze ze swoimi ziomkami. Mimo że wcześniej wydawał mu się godny uwagi - i być może nawet przyjaźni - teraz stwierdził, że nic z tego, ten facet za bardzo działa mu na nerwy. Skupił się z powrotem na rozmowie z przyjaciółmi.

_

- Jakie browary? Wolę nie wiedzieć, co odwaliliście.
Oczywiście od razu pogrążył się w rozmowie z przyjaciółmi. Początkowo, gdy usłyszał jak różowy ewidentnie zarywa do blondyny zazgrzytał zębami. Sam nie wiedział, czemu go to tak zirytowało, jednak zaraz potem nie dał po sobie niczego poznać. Przybrał szeroki uśmiech, z powrotem odwracając się do przyjaciół.
- Jak to, co? Przepisaliśmy się do twojej klasy. Dla ciebie wszystko.
Rufus jak zwykle żartobliwie się ukłonił, zarzucając długimi, lśniącymi włosami. Sting patrzył na nich przez dłuższy czas oniemiały, niedowierzając. Zamrugał gwałtownie powiekami.
- Jesteście najlepsi, ziomy.
Stwierdził w końcu, a Rufus i Rouge rzucili się na niego, mając zamiar wyczochrać go i pomęczyć. Nieszczęśliwym trafem blondyn się zachwiał i wszyscy z impetem uderzyli o ławkę, łamiąc ją na pół. Sting przez chwilę leżał oniemiały pod chłopakami, czując, jakby kręgosłup rozsypał mu się na kawałki. I właśnie wtedy wszedł nauczyciel.



No, to kolejny rozdział za nami. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz