środa, 22 maja 2013

Rozdział 3.


Kiedy usłyszał łupnięcie, natychmiast się odwrócił. Jak wielkie mogło być jego rozbawienie, kiedy zobaczył, że blondas leży na podłodze przygnieciony swoimi dwoma ziomkami, a wokół nich walają się resztki ławki…
Jak na zawołanie, do sali wszedł nauczyciel, który - tak się złożyło - był również ich wychowawcą.
- To piękny mają chłopcy początek, nie ma co - mruknął Gray do Natsu, na co ten wybuchnął śmiechem. Natychmiast został zgromiony wzrokiem przez trójcę zbierającą dupy z podłogi i nauczyciela.
Lucy z Erzą zasłoniły usta, co by się nie roześmiać, a Gray przywdział na twarz standardowego poker face'a.
~ No to przypaaaaaał.

_

No pięknie, tak się zmarać i to przed całą klasą. Szlag by to. Sting zaklął pod nosem, czekając aż zwijający się ze śmiechu Rouge i Rufus zejdą z niego. Długowłosy, wysportowany Lohr wdzięcznie się ukłonił, posyłając dziewczynom z klasy zniewalający uśmiech, na co kilka z nich było bliskie stracenia przytomności. Pieprzony, perfekcyjny chłopak.
Przez chwilę sam Eucliffe nie mógł się pozbierać. W pierwszej chwili pomyślał, że na prawdę coś nie tak z jego kręgosłupem, jednak za pomocą jego przyjaciół w końcu stanął na nogi. Jęknął cicho z bólu, czując obity łokieć.
Nauczyciel za to stanął ze skrzyżowanymi rękami, mierząc ich groźnym spojrzeniem i zaciskając wargi w wąską linię.
- Pan rozczochrany blond, do dyrektora.
Przez chwilę wyżej wymieniony nie wiedział, o co chodzi. W końcu, czemu tylko on, skoro to była wina Rouge i Rufusa. Jednak czując ich przyjacielskie klepanie po ramieniu odetchnął cicho i z głową odważnie zadartą, jak gdyby wyzywał na pojedynek cały świat, wyszedł z sali.

_

Przyglądał się całej tej sytuacji z niemałym rozbawieniem. Kiedy wychowawca zwrócił się do blondasa "pan rozczochrany blond", nie mógł powstrzymać kolejnego, gwałtownego ataku śmiechu.
Przyglądał się mu, dopóki nie opuścił sali, po czym zwrócił się do przyjaciół: - Dupek ma za swoje, wkurwił mnie dziś tekstem o hemoroidach.
Erza i Lucy spojrzały po sobie, a Gray strzelił facepalma.
- Ty to jednak głupi jesteś. - Scarlet ze śmiechem zmierzwiła mu i tak potargane włosy.
- Zostaw mój artystyczny nieład! - oburzył się, a po chwili coś trzasnęło go w głowę. - Ał? - Podniósł wzrok i dostrzegł gniewne spojrzenie nauczyciela. Natychmiast się zamknął i przez następne minuty stwarzał pozory zainteresowanego lekcją ucznia.
_
W wielkich męczarniach dowlókł się jakoś do gabinetu dyrka, nonszalancko opierając się o biurko jego sekretarki - młodej, wytapetowanej solary o tlenionych blond włosach. Rzucił jej jeden ze swoich sprawdzonych, zaczepnych uśmiechów, a co tam - wtyki w końcu trzeba mieć. Dziewczyna podniosła na niego znudzony wzrok, przerywając malowanie długich tipsów obrzydliwie różowym lakierem.
- Ja do dyrka. Mógłbym go teraz odwiedzić? - Spytał w końcu, modląc się w duszy, żeby gościa nie było w szkole.
- Jest w gabinecie. Wejdź.
Sting przełknął głośno ślinę. A więc to tak zginie. Odetchnął cicho i grzecznie zapukał, a słysząc standardowe "proszę wejść" przekroczył próg gabinetu. Spojrzał na pulchnego faceta w obcisłym garniturze, pragnąc jak najszybciej stąd zwiać.

_

Znudzony ciągłym udawaniem zainteresowania, pogrążył się w myślach.
~Jestem głodny. Ciekawe, czy ktoś mi da kanapkę. Super, pierwszy dzień szkoły, a ja już na sępa.
Westchnął ciężko, przecierając oczy palcami. Był zmęczony szkołą, a ona ledwo się zaczęła, o paaanie.
- Gray, masz coś do żarcia? - Mruknął do siedzącego obok przyjaciela.
Pokiwał głową.
- Dam ci na przerwie - szepnął, z powrotem skupiając się na gryzmoleniu w zeszycie.
Natsu po raz kolejny westchnął.
~Ciekawe, jak duży opieprz zgarnie ten dupek. Nie, Dragneel, nie myśl o nim.
Zapatrzył się na Lucy, która siedziała przed nim i właśnie bawiła się kosmykiem swoich włosów. Naprawdę była ładna, musiał to przyznać.
- Ech, kurwa, ja chcę do domu - stwierdził w końcu, uderzając głową o blat stołu. Leżał tak przez następne wolno płynące minuty.

_

- To chyba rekord naszej szkoły, przeskrobać coś w pierwszy dzień. Co się stało?
Dyrektor zrezygnowany pokręcił głową, wstając ze swojego krzesła obrotowego. Ło, że się jeszcze pod nim nie złamało. Sting przestąpił z nogi na nogę, nie wiedząc, jak zacząć. Już wcześniej postanowił, że nie wkopie w to przyjaciół. Często był dla nich chamski, ale  gdy wymagała tego sytuacja, potrafił zachować się z honorem.
- Złamałem ławkę. Spadłem na nią i poszła na pół. - Odezwał się w końcu, zaraz zaciskając usta i patrząc na dyrka z hardo podniesioną głową. Od początku nie zamierzał owijać w bawełnę, bo i tak czy siak konsekwencje będzie musiał ponieść.
- Podoba mi się twoja odwaga. Mimo wszystko odrobisz prace społeczne, zostaniesz jutro  po lekcjach i wymyjesz wszystkie dolne korytarze. Wracaj do klasy.
Sting przez chwilę stał oniemiały. Jakby mu się chciało siedzieć w szkole i myć pieprzone podłogi. Wolałby jakąś uwagę, pracę domową, ale nie sprzątanie. Odchrząknął cicho i skinął głową grubemu dyrkowi na pożegnanie. Bez słowa opuścił gabinet, puszczając pod nosem wiązankę przekleństw.
- Wampir Tłuszczowy się znalazł.
Żeby chociaż trochę wyładować złość, kopnął w pobliski kosz na śmieci, zaraz kierując się do sali, gdzie jeszcze zapewne trwały lekcje. Bez pukania otworzył drzwi, ponownie czując na sobie spojrzenia reszty.

_

Kiedy otworzyły się drzwi, podniósł głowę z blatu ławki.
No tak, "pan rozczochrany blond" wrócił. Ciekawe, jaką dostał karę. Mam nadzieję, że odgumianie ławek. Toż to niezbyt przyjemne zajęcie, się coś o tym wie.
Z powrotem położył głowę na blacie, ziewając przeciągle. Już zapomniał jak nudno mogło być w szkole.
- Ej, stary, zaraz i ty zbierzesz opierdol, za jawne ignorowanie nauczyciela - mruknął Gray, przyglądając się różowowłosemu.
- Znalazł się ten, co go nie ignoruje. - Przewrócił oczami, zmieniając pozycję. Teraz siedział oparty o ścianę, bokiem do nauczyciela. Rzucił spojrzenie w stronę blondyna, uświadamiając sobie, iż nadal nie wie, jak tamten ma na imię. Oczywiście nic a nic go to nie obchodziło, ale tak dla samej zasady warto byłoby wiedzieć. Jednak nie zamierzał nikogo o to pytać, a tym bardziej jego samego.

_

- Yooo, Sting! Nie spodziewałem się, że wrócisz w jednym kawałku. - Wydarł się na pół sali Rufus, z radosnym wyszczerzem huśtając na krześle. Zaraz potem prosto w jego głowę uderzył kawałek kredy, rzucony oczywiście przez nauczyciela.
- Barbie, możesz się tak zachowywać, ale nie na mojej lekcji.  - Opiekun sapnął wkurzony, mierząc go wzrokiem. Wyżej wymieniony wyglądał na zirytowanego nowym przezwiskiem, jednak, gdy otworzył usta, żeby się odszczeknąć dostał z łokcia w brzuch od Rouge.
Sting tylko zachichotał radośnie, oczywiście niezmiernie ciesząc z miny przyjaciela. Ostentacyjnie przeszedł przez klasę i wziął jedno z wolnych krzeseł, wpychając się do jednej ławki z Rouge i Rufusem. Wyciągnął książki, jak gdyby nigdy nic niewinnie patrząc na oniemiałego nauczyciela. Biedny, będzie musiał męczyć się z tą klasą przez całe trzy lata.
- Panie Rozczochrany Blond, te ławki są dwuosobowe.
Odezwał się w końcu, na co Eucliffe wzruszył obojętnie ramionami, rzucając coś w stylu "to teraz są trzyosobowe". Zaraz potem ignorując wszystko i wszystkich pogrążył się w rozmowie z przyjaciółmi na temat jego kary. Opiekun najwyraźniej zrezygnował z dalszego upominania, powracając do lekcji.

_

Oczywiście słysząc te wymianę zdań, uczniowie zaczęli chichotać - tak samo jak grupa Natsu siedząca pod ścianą.
- Ci kolesie chyba dadzą nieźle popalić - stwierdziła Erza, uśmiechając się szeroko.
- Niczym my w gimnazjum - dodał Gray, szczerząc zęby.
- Ach, to stare czasy. - Lucy machnęła ręką, puszczając oczko do Natsu, co przypomniało mu, jak nieudolnie próbował się z nią umówić w zeszłym roku.
Automatycznie spiekł buraka.
- Co wy nie powiecie - mruknął - Może lepiej się zastanówmy, czy idziemy gdzieś po szkole - powiedział, aby zmienić temat. Odpowiedziało mu potrójne wzruszenie ramion. Wzniósł oczy do nieba w poszukiwaniu litości.
- Z wami to się dogadać. - Oparł głowę o ścianę, niecierpliwie czekając na dzwonek, który miał zadzwonić dosłownie za minutę.

_

I nareszcie, dzwonek. Wybawienie, chwała, największe szczęście ludzkości. Uczniowie już nawet nie zważali na to, co nauczyciel krzyczy do nich, przypominając o pracy domowej. W końcu ich lekcje się skończyły. Sting ze złośliwym uśmieszkiem wymalowanym na ustach spojrzał za okno.
- Jesteśmy na parterze. Wiecie, co to oznacza?
Wymienił z Rufusem znaczące spojrzenia, zaraz potem przybierając niewinną minę.  Rozczochrany Blond otworzył okno, a Barbie szybko wziął jak zwykle drobnego i maltretowanego Rouge na ręce, zaraz potem wywalając go na zewnątrz. Spadł na trawę, klnąc pod nosem.
Widząc, jak nauczyciel kieruje się w ich stronę, wkurzony do granic możliwości, sami jak najszybciej wyskoczyli przez otwarte okno, pędem biegnąc poza bramę budynku. Dopiero tam oparli się o mur, uspokajając swoje przyśpieszone oddechy.
- Ziomki, idziemy gdzieś potem?
Zaproponował w końcu Sting, między atakami chichotu. Nadal nie mogli uwierzyć w swoją głupotę, a mieli spędzić tu całe trzy lata, oczywiście z pełną kartą przestępstw u nauczycieli. Zapowiadał się całkiem ciekawy rok.
- Jasne, będziemy u ciebie o czwartej.
Odparł zgodnie Rufus z Rogue. Zaraz potem pokierowali się w stronę własnych domów, rozprawiając po drodze o całkiem beztroskich rzeczach.

_

Z niewielkim WTF wymalowanym na twarzy patrzył za blondynem i jego dwoma ziomami, a później, nie patrząc nawet gdzie lezie, gdyż był ciągnięty przez Gray'a w stronę drzwi, przywalił o ich framugę.
Skwitował to krótkim, acz wyrażającym dosłownie wszystko słowem: - KURWA.
Wkurzony, przepchnął się przez tłum zaraz za przyjacielem. Dogonili Lucy i Erzę i razem opuścili budynek szkoły, wzdychając z niemałą ulgą.
- Chyba w tym roku to my będziemy tymi grzecznymi - stwierdziła Scarlet, jakby lekko podłamana tym faktem.
- Gdyby nie to, że nie mogę sobie narobić problemów, nie bylibyśmy tacy - odezwał się Dragneel, przeczesując włosy palcami.
Pamiętał jak dzisiaj groźbę wydalenia ze szkoły, kiedy wpadli na genialny pomysł, aby się w niej schować do wieczora i zostać tam na noc. Oczywiście wystraszony jakimiś dziwnymi dźwiękami Gray zaczął się rozbijać, a chwilę po nim spanikowała również Lucy. Zdemolowali jedną trzecią wnętrza budynku - zanim zdążyli jeszcze coś rozpieprzyć, złapał ich woźny. Taak, to były czasy. Od tamtej pory nic poważniejszego nie odwinęli.
- Wiemy o tym. - Westchnęła szkarłatnowłosa.
- Zastanowiliście się, czy robimy coś później? Nie chce mi się siedzieć w domu, bo mnie matka wynajmie do ciężkich robót.
- No pewnie, że gdzieś pójdziemy. Spotkajmy się jakoś... o piętnastej w parku. Wyniosę szampana, został po imieninach ojca. - Uśmiechnęła się Lucy.
~Łoo, szampan, drogie trunki. Chyba, że to ten ruski.
- No dobra, to do później. - Pożegnał się Natsu i przebiegł ostatnie metry dzielące go od domu i upragnionego obiadu.


____
No, kolejny za nami. Prosimy o szczere komentarze i opinie. ~

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz