Zaraz po przyjściu do domu,
zabrał się za szamanie obiadu. Zapytany przez mamę, jak było w nowej szkole,
odparł krótko, że nudno. Wcale nie czuł wyrzutów sumienia spowodowanych
okłamaniem jej - w końcu nie mógł powiedzieć, iż ma problemy od
pierwszego dnia.
Leniwie powlókł się do swojego pokoju, zaraz potem rzucając na łóżko. Odetchnął
cicho, patrząc w sufit. Jego myśli ciągle powracały do różowego. Nie
wiedział, czym tak bardzo irytuje go ten pedałek, w końcu nawet go nie znał.
Jednak chwilami bardzo pragnął się przed nim popisać, pokazać mu, że jest
fajniejszy, czy raczej mu zaimponować.
Cholera, nie! Musi myśleć o cyckach. I jędrnych pośladkach.
Nie minęła chwila, jak od męczących rozważań uwolnił go sen.
_
Ledwo wpadł do domu, zatrzymała go matka.
- No i jak tam było? Nie robiłeś problemów?
- Nie, mamo. Byłem grzeczny - odparł, szczerząc zęby w uśmiechu. Wyminął ją,
kierując się ku kuchni. Tam czekał już na niego obiad, który wpałaszował w
kilka minut.
Potem poszedł do swojego pokoju, niczym ninja mijając salon, w którym siedział
ojciec. Wolał go nie wkurzać swoją obecnością.
Rzucił plecak w kąt i szybko się przebrał, patrząc na zegarek. Miał jeszcze pół
godziny, walnął się więc na łóżko i wysłał wiadomość do Lucy z pytaniem, czy
byłaby możliwość, aby spotkać się trochę wcześniej.
Westchnął, odkładając komórkę na bok. Powrócił myślami do dzisiejszego dnia w
szkole - a konkretniej do pewnej osoby, zwanej potocznie Panem Rozczochranym
Blondem. Cóż, w dalszym ciągu nie znał jego imienia.
~ Ciekawe, jaką dostał karę. I dlaczego, cholera, nie mogę się uwolnić od myśli
o tym dupku?
Westchnął ciężko. Z rozmyślań wyrwał go dźwięk telefonu. To Lucy napisała, że
mogą zobaczyć się nawet teraz, bo już nawet jest pod jego domem.
Wyszczerzył się szeroko, odtańczył taniec szczęścia i wybiegł na dwór, do
czekającej na niego dziewczyny.
_
- Demooolkaaa~!
Słysząc to, Sting momentalnie się rozbudził i poderwał do siadu. O nie, nie,
jego biedny pokój. Że też matka musiała wpuszczać tu tych idiotów. Wziął
pierwsze, co miał pod ręką, czyli jakąś książkę. Rzucił nią w Rufusa, który
właśnie w radosnych podskokach rozsypywał ziemie z kwiatka po całym pomieszczeniu.
Rouge natomiast przeglądał jego zeszyty, od czasu do czasu rysując w nich
czerwonym długopisem kutasy.
- Jestem w dupie. - Jęknął w końcu
Sting, pocierając dłonią twarz. Słysząc to, Rufus niewinnie się
wyszczerzył.
- Tak właśnie przyszliśmy tu pokoju, patrzymy, ktoś zrobił ci demolkę w pokoju.
Więc sprzątamy. - Schował za sobą doniczkę z kwiatkiem, niemal już całkowicie
pozbawionym ziemi. Sting tylko zaczął się śmiać i bez słowa wyszedł z
pokoju.
Wrócił po kilku chwilach z miotłą, podając ją Rufusowi. Barbie od razu
zrozumiał, o co chodzi, wiedział również, że nie należy się sprzeciwiać, więc
po prostu odetchnął męczeńsko, zaczynając sprzątać. Rouge za to dostał po
głowie wszystkimi zeszytami po kolei.
Dopiero wtedy wyszli z domu, kierując się do parku.
_
Natsu razem z Lucy i szampanem powolnym krokiem ruszyli w stronę parku,
uśmiechając się do siebie. Dragneel zastanawiał się, czy można to uznać za
randkę..., ale nie był pewny intencji blondynki. A wolał nie pytać, żeby nie
zrobić z siebie takiego debila jak w zeszłym roku.
- A gdzie Gray z Erzą? - Zapytała Heartfilia, wdzięcznym ruchem odgarniając
włosy z czoła.
- Wiesz... Nie poinformowałem ich o tej małej zmianie planów... - Wzruszył
ramionami, szczerząc się głupkowato.
Zaśmiała się, przekraczając bramę parku. Odwróciła się w jego stronę i idąc
tyłem, przyglądała mu się z rozbawieniem.
- Tak też myślałam. Chcesz mieć szampana dla siebie. - Wycelowała w niego
oskarżycielsko palcem wskazującym.
- Ach, rozgryzłaś mnie! - Pokazał jej język.
Cieszył się, że w końcu udało mu się być z nią sam na sam, jednak... W
wyobrażeniach był z tego faktu o wiele bardziej zadowolony niż w rzeczywistości.
Tak jakby coś się zmieniło... Tylko nie wiedział, co.
Lucy wzięła go za rękę i pociągnęła w stronę ławki, na której zawsze się
spotykali całą grupą. Usiedli, zerkając raz na siebie, a raz w niebo. Dopiero
po dłuższej chwili uświadomił sobie, że dalej trzymają się za ręce. Nie
zamierzał jednak jej puszczać.
_
Po drodze do parku zamierzali kupić sobie po piwie. Jednak sprzedawca rozgryzł
ich, standardowo pytając o dowodzik. Zrezygnowani ograniczyli się do napojów
energetycznych, jako że nie chciało im się iść do następnego sklepu trzy ulice
dalej. Zmierzali do parku, jak zwykle posiedzieć sobie i postraszyć dzieci,
dokładnie tak, jak to robili w wakacje.
- Rozczochrany, czy to nie Różowy z tą cycatą babką? - Odezwał się w końcu
Rouge, trącając Stinga łokciem prosto w żebra. Blondyn jak na zawołanie
odwrócił głowę we wskazane miejsce, a gdy tylko napotkał wzrok blondyna
prychnął lekceważąco, siadając na pierwszej lepszej ławce, która chcąc czy nie
chcąc była na przeciw Natsu i Lucy.
- Cóż za piękne gołąbki. - Wysyczał Sting, na tyle głośno, żeby go usłyszeli.
Był wściekły, nawet nie wiedząc, dlaczego. Ścisnął w dłoni puszkę z piciem,
robiąc w niej spore wgniecenie. Napój oblał mu dłoń, jednak nie zważał na to.
Odwrócił głowę w bok, niby uważnie oglądając pobliskie drzewa.
_
Kiedy zauważył blondyna, mocniej ścisnął dłoń Lucy. Zalała go fala gorąca, ale
nie znał przyczyny reakcji swojego ciała. Blondynka położyła mu głowę na
ramieniu, wyraźnie nie dostrzegając nieznacznej zmiany w jego zachowaniu.
Gdy do ich uszu doszedł jego - zdawałoby się - gniewny pomruk, Natsu tylko
prychnął.
- To ci, co połamali ławkę? - Mruknęła blondynka, mierząc całą trójkę obojętnym
spojrzeniem.
- Tak.
Dragneel zmusił się do oderwania wzroku od blondasa. Skupił swoją uwagę z
powrotem na Lucy, przyciągając ją bliżej siebie. Wtuliła się w jego klatkę
piersiową.
- Ale szybko bije ci serce... - Wyszeptała po kilku chwilach.
- Na - naprawdę? - Spojrzał na nią ze zdziwieniem, po czym uśmiechnął się.
Nigdy nie pragnął bardziej się stąd oddalić, ale w końcu obiecali Gray'owi i
Erzie, że spotkają się dokładnie w tym miejscu.
_
- Idziemy stąd? - Zaproponował Sting, nie mogąc dłużej patrzeć na
przytulającą się parkę. Czuł, że nie wytrzyma dłużej samej świadomości, że tu niedaleko
niego siedzi Różowy, obściskując się z cycastą blondyną. Właśnie,
cycastą.
- Nie, poczekaj chwilę. Pobawimy się. - Mruknął w końcu Rufus, odrzucając swoje
długie włosy do tyłu. Zaczepnie oblizał wargi językiem, już zapewne myśląc nad
każdym tekstem, który mógłby posłać w ich stronę. Będzie się działo. - Yoo,
Różowy, pokazać ci, jak trzeba zajmować się kobietami? Jakoś nie widzę, żeby za
dobrze ci to szło. - Krzyknął w końcu w ich stronę, krzyżując ręce na piersi.
Fakt faktem, że jednak potrafił wyrywać niezłe laski. Nie dość, że miał urodę
godną modela, to jeszcze potrafił zrobić z siebie prawdziwego romantyka, co
doprowadzało dziewczyny do mentalnych orgazmów.
_
Kiedy usłyszał ten tekst, powoli wstał z ławki, patrząc na ziomka
blondasa spod przymrużonych powiek. Gdyby nie to, że Lucy złapała go za rękę,
posyłając mu ostrzegawcze spojrzenie, podszedłby i mu przyłożył. Och, jak
bardzo chciał mu przyłożyć.
- Nie skorzystam, laleczko - odparł lodowatym tonem, nawet nie usiłując myśleć
nad ciętą ripostą.
W tej chwili na horyzoncie pojawiła się pozostała dwójka. Erza podeszła do nich
żwawym krokiem i -jakby wyczuwając kłopoty - pociągnęła Dragneela za rękę,
kierując się w głąb parku.
Ten zaś obejrzał się do tyłu i dyskretnie pokazał tamtej trójce fucka, mierząc
ich obojętnym spojrzeniem. Lucy wzięła go pod ramię, a Gray szedł na końcu,
zamykając pochód.
~ Kurwa, kurwa, kurwa! Jeszcze kiedyś przyłożę tej Barbie za wpierdalanie się w
nie swoje sprawy.
Zacisnął pięść, walcząc z pokusą, aby zawrócić.
_
Sting oczywiście oddał blondynowi gest, jakim był piękny, środkowy
palec. Z zadowoleniem odchylił się do tyłu, zaraz potem klepiąc Rufusa po
ramieniu. Cała trójka wybuchnęła śmiechem.
- Widziałeś to, jak się zirytował? Chyba to jego czuły punkt. -
Stwierdził w końcu Rouge, między kolejnymi salwami śmiechu. Wziął łyka swojego
napoju, zadowolony patrząc w niebo.
- Ale i tak najlepsze było, jak szybko stąd poszli. Jesteśmy dla nich
postrachem, czy coś? - Sting wyraźnie się zamyślił, przesuwając krawędzią
puszki po dolnej wardze. - Wyglądam aż tak strasznie?
- Jak krzyżówka potwora z Loch Ness i Yeti - odparł, jak zwykle z zabójczą
szczerością Rouge, zaraz potem wstając z ławki. - Ja będę się już zbierał.
Dzisiaj przyjeżdża do nas jakaś tam rodzinka i mama zapowiedziała, że jak mnie
nie będzie, dostanie mi się szlaban. Do jutra.
Przyjaciele rzucili mu krótkie "nara" i odprowadzili wzrokiem, dopóki
nie zniknął między drzewami. Dopiero wtedy spojrzeli po sobie i znowu się
roześmiali, tym razem bez powodu.
_
- Co to miało być? - Mruknęła zirytowana Lucy.
Natsu westchnął ciężko.
- Działamy sobie na nerwy od początku, cóż poradzić. - Wzruszył ramionami. -
Kurwa. Mogłem mu jednak przywalić. Gdyby nie to, że jak narobię sobie
problemów... ugh. - Aż się wzdrygnął na samą myśl.
Erza skrzywiła się.
- Nic mi nie mów. Jeśli dalej będziecie skakać sobie do gardeł, prędzej czy
później narobisz sobie przypału, Natsu. - Skrzyżowała ręce na piersi.- Dobrze,
że Lucy była na miejscu i powstrzymała cię od głupot, dopóki nie przyszliśmy.
- I tak się odegram na tej laleczce Barbie, może być pewien - mruknął bardziej
do siebie, niż do nich.
Usiedli w pobliżu mostka, prowadzącego nad jezioro i Heartfilia otworzyła
butelkę szampana.
- Napijmy się na odstresowanie, a później będę musiała już wracać -
powiedziała.
Pokiwali głowami i zabrali się do opróżniania butelki.
_
- Hej, Sting? - Odezwał się po dłuższej chwili Rufus, wyrzucając już
pustą puszkę za siebie.
- Hmm? - Pan Rozczochrany Blond spojrzał na niego znudzony, zaraz potem dopijając
swój napój energetyczny.
Sapnął zaskoczony, gdy poczuł, jak Barbie chwyta go za podbródek w niemal
delikatnym geście. Przez chwilę oniemiały bliskością jego twarzy patrzył w
niebieskie oczy chłopaka. W jednej chwili wydały mu się piękne, jednak zaraz
potem zażenowany uciekając wzrokiem w bok. Położył dłoń na jego klatce
piersiowej, żeby go od siebie odsunąć, jednak długowłosy mimo wszystko był zbyt
silny.
- Twoje... Twoje zęby są jak gwiazdy na niebie, żółte i daleko od siebie... -
Powiedział w końcu, głosem pełnym namiętności. Przez chwilę wyglądał tak
poważnie, że Sting nie wiedział jak zareagować. Zaraz jednak potem puścił
go i zgiął się w pół, chichocząc jak niezbyt normalny człowiek.
- Co. To. Kurwa. Było? - Odważył się zapytać, a raczej wydukać Sting,
całkowicie zbity z tropu.
- A nie mówiłem, że potrafię się zająć kobietami?
_
Kiedy domęczyli butelkę szampana (oczywiście okazał się ruski, ku
przerażeniu Natsu), rozdzielili się, zmierzając ku swoim mieszkaniom.
- Odprowadzisz mnie? - Zapytała cicho Lucy, spoglądając na niego półprzytomnie.
Niewiele jej było trzeba, żeby się upić.
- Tak. Nie zostawię cię samej w takim stanie. Tylko... Wiem, że przechodząc
obok tamtych patałachów mielibyśmy bliżej, ale proszę, idźmy na około. -
Przygryzł wargę.
Zgodziła się, wiec ruszyli dłuższą drogą. Dragneel musiał podtrzymywać
dziewczynę, żeby nie latała od jednej krawędzi drogi do drugiej.
~ W normalnych warunkach naprawdę bym się cieszył perspektywą chociażby
odprowadzenia jej do domu. Dlaczego więc teraz, kiedy ten cel został
osiągnięty, coś nie daje mi spokoju?
Kiedy wreszcie odstawił ją pod same drzwi, za co nagrodziła go pocałunkiem w
policzek, ruszył do domu w nieco lepszym nastroju niż po spotkaniu z
"Trójcą Świętą".
Cholera, co jest ze mną? Powinienem teraz
skakać z radości, a idę jak jakiś przyjeb... Szlag by to trafił.
_
Sam siedział z Rufusem w parku do późna, jak zwykle gadając o wszystkim,
a w szczególności o cyckach, oraz śmiejąc się beztrosko. Jednak, gdy już
niechętnie przestąpił przez próg swojego domu od razu ogarnęła go senność.
Chyba za dużo, jak na jeden dzień. Powinien trochę przystopować, bo w takim
tempie skończy wywalony ze szkoły, cholera.
Od razu rzucił się na łóżko, z braku lepszej perspektywy bawiąc się telefonem.
W tym momencie przypomniał sobie, że w dalszym ciągu nie poznał imienia
Różowego. Jako, że zżerała go cholerna ciekawość, wybrał numer swojego
zaufanego, wszechwiedzącego informatora - Rouge'a.
- Jak ma na imię Różowy Pedał? - Zapytał od razu, gdy tylko usłyszał jego głos
po drugiej stronie.
- Natsu, nazwiska nie pamiętam. Czemu pytasz?
- Trzeba znać imię swojego największego wroga, prawda? - Na ustach Stinga
odruchowo zatańczył złośliwy uśmieszek. Oblizał swoje wargi. - Skąd w ogóle to
wiesz?
- Jak poszedłeś do dyrka, sprawdzali obecność.
- I wszystko jasne. No cóż, dzięki. Do jutra. - Rozłączył się i rzucił telefon
na poduszki obok. Wsunął ręce pod głowę, patrząc w sufit.
~ Natsu, hmm? Ciekawe imię. No cóż, zobaczymy się jutro, Natsu.
Zakopał się w kołdrze, mając zamiar wreszcie zasnąć. Po kilkunastu minutach
odpłynął do krainy snów.
Pozdro od autorek! XD
Jej ta stronka jest zajebista! Jak ja mogłam tu nie wejść wcześniej? O.o Sting i Natsu to moja druga najukochańsza parka ;3 (zaraz po GrayxNatsu xd). Pomysł z podziałem na role, jak najbardziej tutaj pasuje ;d Piszcie! Weeeeny ~~
OdpowiedzUsuńWah! No wena by nam się przydała, nie powiem, że nie ;3
OdpowiedzUsuńi dzięki! :D